Mialam to napisac, albo wykrzyczec ale...
Mialam to napisac, albo wykrzyczec. Moze napisac krzyczac albo krzyczec piszac? Powrot do tego co bylo. Co przeminelo. Co bylo oczywiste... Niby jak mialo to sie skonczyc jak nic sie nie zaczelo? Ale do sedna, bo sama sie w tym gubie.
Budze sie rano i oddycham. Wstalam. Lecej niz wczoraj, ale wiem ze ciezej niz jutro. Wstalam. Zrobilam kawe i sniadanie. Usiadlam- czesciej siedze w kuchni niz na kanapie- to duza zmiana. Dla mnie. Siedze i obserwuje jak slonce leniwie przedziera sie przez chmury. Znowu ta sama pogoda- pomyslalam. Czuje jednak usmiech na twarzy. Dziwi mnie to. Od dawna nie czulam usmiechu i spokoju z samego rana. Patrzac na te ostatnie kilka lat- to jest dla mnie nowe uczucie. Ekscytujace. Podniecajace. Nowe. Bede odkrywac!
Slonce powoli wkracza do mojego ogrodu. Magnolia budzi sie ze snu. Slysze jakiegos ptaka w oddali. Slysze sasiada z psem na spacerze. Usmiecham sie, bo wiem, ze ten pies i tak mnie nie poznaje a znamy sie juz tyle lat. Siedze i usmiecham sie. Usmiecham sie sama do siebie. Odzyskuje swoje male "ja". O wlasnie moje male "ja" juz nie krzyczy. Nie wola o pomoc. Nie placze rano. Nie denerwuje sie w ciagu dnia. Moje male "ja"tanczy. Czasami po winku- wieczorkiem ale tanczy. Ostatnio duzo tez spiewa. Jest lepsza ode mnie wiec pozwalam jej spiewac. Ja sie ciesze. Ciesze sie, ze "ja" jest szczesliwa i pokazuje mi nowe zycie. Ciesze sie, ze "ja" wydostala sie ze skorupki w ktorej sie dusila. "Ja" sie cieszy. Tanczy. Spiewa, podczas gdzie ja placze i krzycze. Placze i krzycze na glos- wylewam galony lez. Krzycze na siebie, ze pozwolilam na to wszystko. "Ja" mnie nie pociesza, tylko tanczy. "Ja" wie, ze teraz jest moj czas i tak jak "ja" i ja bede tanczyc.
Mysle, ze ten moj spokoj ducha i usmiech jest malym krokiem i zaproszeniem do swiata "ja"- ona wie, ze tam jest lepiej i "ja" chce abym to i ja zobaczyla.
Uratowalam "ja".
Komentarze
Prześlij komentarz